Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2012

Dystans całkowity:285.90 km (w terenie 121.90 km; 42.64%)
Czas w ruchu:14:39
Średnia prędkość:19.24 km/h
Liczba aktywności:10
Średnio na aktywność:28.59 km i 1h 37m
Więcej statystyk

brick - bike2work+lasek

Wtorek, 31 lipca 2012 · Komentarze(0)


rowerem tam i nazad do pracy i bieganie. Wolne bieganie. Pulsometr trochę wariował przy bieganiu - pokazując np. 104% gdy spokojnie oddychałem przez nos. Nawet raz przystanąłem zaniepokojony wskazaniami - i zacząłem mierzyć ręcznie puls. Dociśnięcie opaski do piersi jednak wszystko wyjaśniało - wskazanie spadało do (mam nadzieję) poprawnej wartości.

No i tak.

pływanie + definicja zmarnowanej godziny

Poniedziałek, 30 lipca 2012 · Komentarze(0)


Trochę ćwiczeń na nogi i na trzymanie kierunkowo głowy. Trochę pomaga. Po ostatnich pływaniach w jeziorach takie pływanie w basenie to teraz jak jazda rowerem szosowym po asfalcie po powrocie z kilkudniowego maratonu górskiego. Lekko i przyjemnie. Wszystko widać. Nawet dno ;-)

A tak można opisać co to jest zmarnowana godzina:
Wieczorem zasuwanie na pocztę z awizem. Godzina do zamknięcia i 10 osób przede mną. 5 minut trwało średnio obsłużenie jednej osoby. Tak więc wyliczyłem, że mam szansę się dzisiaj załapać. Czekam i czekam. Na poczcie pełno ludzi...różnych ludzi. Na koniec wjechał nawet gość na rolkach. Ech.... W końcu moja kolej. Dostałem najpierw do podpisania kwitek, że otrzymałem przesyłkę w dobrym stanie. Szkoda tylko, że przesyłki nie widziałem jeszcze. Upieram się przy swoim. W końcu mam. Wychodzę, otwieram a tam linki hamulcowe...tylko, że do górala zamiast do szosy. Cholera. Taki dzisiaj dzień.

No i tak.

20km biegu i 2kg mniej

Niedziela, 29 lipca 2012 · Komentarze(3)


Odpuściłem planowane na wczoraj długie pływanie z uwagi na zmęczenie. Na dzisiaj miałem dodatkowo w planie 21km biegu. Ze względu na wysokie temperatury na bieganie wyskoczyłem zaraz po śniadaniu by zdążyć przed ukropem, który potem trzyma przeważnie do późnego wieczora. Zabrałem ze sobą 2 buteleczki z wodą - dzisiaj kto wyszedł biegać bez wody ten tak jakby już nie żył. W lesie przeważnie cień i lekko powiewał wietrzyk. Tętno podwyższone - albo z uwagi na temperatury (ok 32-34C) albo na wczesną porę i niedawne śniadanie albo z uwagi na ogólne zmęczenie - albo z uwagi na wszystko razem. Tak czy owak - po 11km zaczęło się biec ciężko. Po 18km to już w zasadzie marszo-biegi.
Stanąłem po przyjściu do domu na wadze - mimo częściowego uzupełniania płynów 2kg mniej.

Na razie dystans 21km biegu jest ciągle dla mnie granicą moich możliwości.

p.s.
aktualna mapa burzowa w Polsce wygląda tak(czerwone kropy to gdzie biją pioruny obecnie, żółte to tam gdzie waliły pioruny 30minut temu, zielone 60minut temu itd):


p.s.2
Pierwsza runda serwisowa na szosie (nie wiem jeszcze jak ją nazwać). O dziwo jeździ. Trochę stuka tylni hamulec o ramę. Może trzeba będzie tam jakąś podkładkę dać. Pójdę jutro do sklepu z rowerami by podpatrzeć jak to jest fachowo zrobione.

Brakuje jeszcze owijki i poustawiania kierownicy i siodełka.

No nic. Teraz czeka mnie nauka jazdy. Po wyjściu z domu wsiadłem na chodniku i prawie z rozpędu skoczyłem z krawężnika. Podobnie na jezdni gdy były dziury lub progi. To niestety nie góral....

Pogoria + podbiegi

Piątek, 27 lipca 2012 · Komentarze(0)


O ile w województwie mazowieckim znalezienie akwenu, w którym można tak po prostu popływać (w kwestii czystości wody) nie jest łatwe o tyle na czornym Ślunsku/Zagłębiu można sobie wybierać. Tak więc popływałem sobie na Pogorii I. Pływanie na otwartej wodzie szło mi trochę lepiej niż tydzień temu, chociaż jak zauważył stojący na brzegu Silvian - ( z uwagi na problemy w orientacji) - pływałem raczej zygzakiem.

//w międzyczasie nabiliśmy z ojcem gwiazdkę w rurę sterową karbonowego widelca. Ojciec zrobił specjalne drewniane szczęki za które chwyciliśmy rurę sterową w imadło a ja nabiłem gwiazdkę kilkoma strzałami młotkiem. 50zł oszczędzone (cena takiej usługi w serwisie) a i satysfakcja z tego wyczynu jakaś jest//

Wieczorem 50 minut po Lesie Kochłowickim. W zasadzie to podbiegi bo ciągle pod górę lub z góry. Nie wiem czy z uwagi na upał czy na zmęczenie po pływaniu - szło mi raczej dość ciężko. Uff. Spociłem/zmęczyłem się.

No i tak.

Ile to jest 40km

Środa, 25 lipca 2012 · Komentarze(0)


Po pracy lekcja pływania. Głównie grzbiet + kilka ćwiczeń do kraula.
Powrót do domu i lekcja rowerowania pt."ile to jest 40km". No bo zapomniały nogi. Niby mało ale wykręcić to w lesie, mimo, że po równych gładkich drogach trochę czasu i energii zajęło.



Ostatnie kilometry już w ciemności - jeszcze nie totalnej ale czasem musiałem uważać i na innych zagubionych rowerzystów i na biegających. Tych ostatnich dość sporo. Niesamowite, że się nie boją - czy skręcenia nogi czy tak w ogóle. Ciemno..środek lasu a tu biegnie sama dziewczyna..

Jutro odpoczywam.
No i tak.

bike2work + bieg na zakładkę

Wtorek, 24 lipca 2012 · Komentarze(0)


Bez sensacji. Rano wietrznie - nawet dość mocno - wieczorem również - w południe znowu jak w piecu. Na jednym z przejść grzecznie przeprowadziłem rower - na czerwonym wozy policji z obu stron. Nie było siły.

Po powrocie 50 minut biegu. Nogi niosły - nawet za szybko.
Jutro w planie zakładka pływanie/rower.

15 minut

Poniedziałek, 23 lipca 2012 · Komentarze(2)


...trwała dzisiaj "lekcja" pływania. Tramwaje stanęły i musiałem dostać się na zajęcia alaternatywnym kanałem - i się spóźniłem. W zasadzie nawet zastanawiałem się czy od razu nie pojechać do domu ale postanowiłem trochę potem sam popływać. I było ok. Trochę nadzorowanych ćwiczeń a trochę eksperymentowania samemu.
No i tak.
Myślałem o jeździe na basen rowerem i zacząłem rozglądać się za jakimś sensownym zabezpieczeniem. I tak oto trafiłem na filmik o złodziejach rowerów z Londynu:
&feature=related

Zawsze zastanawiam się czy winni są ci, którzy te rowery kradną czy ci, co nie idą do sklepu tylko kupują za okazyjną cenę na bazarze. Raczej ci drudzy. Ja też czasem szukam używanych części samochodowych na targu i bardzo chcę wierzyć, że pochodzą z dobrego źródła...ale nie wnikam...nie pytam..

Z innej beczki to spotkałem dzisiaj współlokatora z Istebnej z trophy. Trochę miał problemy by sobie mnie przypomnieć ale potem zaskoczył..."aaa no tak. Pamiętam. Ty jechałeś tak raczej treningowo"...He he...pięknie nazwany brak kondycji :-)

p.s.
Pechowy Paweł chyba znowu nie ukończył kolejnego maratonu.

odpoczynkowa niedziela

Niedziela, 22 lipca 2012 · Komentarze(0)


Dzisiaj odpoczynkowe 8km biegu. Znowu koło 20C więc biegło się bardzo przyjemnie. Powoli triahlonowy bezrękawnik staje się moim ulubionym topem do biegania. To, że jest obcisły na tłowiu sprawia, że nic nie obciera a brak rękawków daje uczucie rzeźkości i przyjemnego chłodu na ramionach.

W kwestii składania szosy to wczoraj/dzisiaj zamontowałem wstępnie klamkomanetki i przebrnąłem przez strony dokumentacji technicznej - by wiedzieć mniej więcej co i jak się z tym robi. Wstępnie też podocinałem pancerze. Wklepałem też do ramy miski łożysk od sterów i też bardzo wstępnie zmontowałem hamulce. Czekam więc na brakujące części - tylną przerzutkę, ślizg no i linki hamulcowe (znowu nikt mi nie powiedział, że są inne ;-) ).



W ciągu tygodnia dotnę rurę sterową i nabiję gwiazdkę. Trochę tutaj mam wątpliwości - gdyż widelec jest karbonowy i przywalenie młotkiem może się źle dla niego skończyć. Pewnie trzeba go wkręcić rurą w imadło i wtedy dopiero uderzać. No nic. Jeszcze poczytam, popytam zanim w niego puknę.

No i tak.

mokra setka

Sobota, 21 lipca 2012 · Komentarze(0)


Rano pływa się źle..zwłaszcza jak wieczorem dnia poprzedniego się biegało. Wolno i spokojnie dochlapałem 100 basenów +/-10 (błędy w liczeniu).

Do złożenia kompletnej szosy brakowało mi : ślizg (o którym nie wiedziałem, że takowy istnieje i musi być), tylna przerzutka (którą złą mi wysłali), pierścienie dystansowe i łańcuch.

Za pierścienie w pobliskim sklepie zdarli ze mnie od 3 do 5zł za sztukę (w necie cena to 1.5zł), kupiłem też łańcuch (też słono kosztuje) ale ślizgu w żadnym odwiedzonym dzisiaj sklepie nie mieli.
Bez sensu trochę - coś takiego powinni sprzedawać razem z ramą.



No i tak.

Po maślanych ciastkach biega się najlepiej

Piątek, 20 lipca 2012 · Komentarze(0)


Tak długo rano się grzebałem, że do drzwi zadzwonił zagubiony kurier z jakąś zagubioną przesyłką (znaczy opony do szosy, które miały przyjść zwykłą pocztą). Potem śmigiem do pracy.

Zasiedziałem się dzisiaj trochę dłużej i napadł mnie wielki głód na słodkości. A że obok kolega robił porządek w pokoju i akurat wyciągnął znalezioną paczkę ciasteczek maślanych to postanowiłem mu pomóc w ich utylizacji. Najpierw dwa, potem jeszcze dwa ...i...chyba na dziesięciu się nie skończyło. Dobrze, że mam bieganie - pomyślałem.

Wracało się rowerem naprawdę wyjątkowo przyjemnie. Rześkie powietrze, temperatura ok 20C i koniec tygodnia pracy sprawiały, że ciężko było narzekać w takiej sytuacji na cokolwiek.

Od razu wskoczyłem w buty do biegania i ok 50 minut biegu. Biegło się też wyjątkowo przyjemnie. Energii nie brakowało i nic nie bolało. Maślane ciastka z cukrową posypką są jednak najlepsze.