Wpisy archiwalne w miesiącu

Listopad, 2013

Dystans całkowity:217.00 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:10:35
Średnia prędkość:26.71 km/h
Liczba aktywności:6
Średnio na aktywność:43.40 km i 2h 07m
Więcej statystyk

Zupa

Sobota, 30 listopada 2013 · Komentarze(3)
Zupa...no bo inaczej nie można tego nazwać.
Obrażeni na Gliwice za przepołowiony basen tym razem obraliśmy kierunek przeciwny. Tzn. Jaworzno. Sobota a tu o 6.30 trzeba wstać i jechać z R2 do Jaworzna. Basen nadzwyczajnie niski...jak na basen..I płytki. Temperatura wody jakieś 11 stopni wyższa od temperatury powietrza, którą normalnie mam w mieszkaniu. Kolor lekko żółtawy. Okropność. Nigdy więcej.
Co dwa baseny zerkałem na zegarek z przerażeniem patrząc jak ten czas wolno leci. Do wyrobienia było dzisiaj 1:10...i jakoś w końcu to z trudem wyrobiłem. Jak kiesyś będę startował na mistrzostwach świata w Konie to może pływanie w tak ciepłej wodzie się przyda.

Potem Paupa New Gwinea Lamari w wersji cappuccino i w wersji espresso. Po zmieleniu kawy zauważyłem, że zmielony proszek ma dziwną konsystencję...coś jak kakao. Smak a w zasadzie retronosowy zapach lekko czekoladowy..bo smak to mocno kwaskowaty. Tak czy owak w obu wersjach otrzymał noty wysokie.



Po obiedzie - kółka w central parku. Nawet wyszło słońce.
Po drodze mam wrażenie, że spotkałem (o dziwo) biegającego osoza. Dziwnie na siebie spojrzeliśmy. Ja, że chyba znam tą buźkę, on pewnie, że tak zdychałem na prostej.

Po 4tym kółku przyczepił się znowu "mistrz 3 kółek" na swoim cubie-góralu. Jak zwykle bardzo go satysfkacjonowało wyprzedzanie mnie na tym lekkim podjeździe. I mimo, że dymiło się z niego jak z lokomotywy i był czerwony jak burak na twarzy to usilnie spoglądał na boki chyba chcąc pokazać, że sobie podjeżdża na luzie.
I jak zwykle...po 3 kółkach skończyły się mu węglowodany i chęć na jazdę :-)

Chwila upamiętniająca tych co dzielnie walczą na Pawła.


Tutaj ku pamięci..że nawet w listopadzie jest słońce:


Trochę błota pozbierałem z trasy:


No i tak

Ulewy i wylewy...

Niedziela, 24 listopada 2013 · Komentarze(0)
Chciałem zdążyć przed zapowiadanym w południe deszczem więc wyskoczyłem po 10tej z kijami. Kolejny trening zastępczy zamiast biegania - nie ma co jednak narzekać - robić trzeba to co można. Są tacy co mają znacznie gorzej.
Atmosfera w parku naprawdę przyjemna. Lekko mżyło, ale w miarę ciepło bo ok 8C.



Zrobiłem więc pętelkę znosząc dzielnie spojrzenia politowania od tych biegających.




Na koniec zaszedłem do smugglera na herbatę.



W środku o dziwo sporo ludzi - takich 50-60 letnich. Siadam, odpoczywam...ale też słucham..Przymusowo..Trwało na dobre opowiadanie o operacji na oddziale onkologicznym. I że lepiej to robić w Warszawie niż w Krakowie bo w tym ostatnim to rzeźnicy. Potem zaczęła się historia 30letniej dziewczyny, która miała wylew i rodzice utrzymywali ją w śpiączce bo była w ciąży...itd. Nie wiem..może ja też będę wkrótce taką pierdołą i w taki piękny poranek mielił i propagował językiem takie opowieści wszystkim wokół. Już miałem ochotę wstać i poprosić państwa o zmianę tematu gdy barman włączył muzykę i tak podkręcił głośność, że to przyjemne towarzystwo po prostu zostało skutecznie zagłuszone.

No i tak.

25+25=50

Sobota, 23 listopada 2013 · Komentarze(0)
O 7.30 zgarniam R2 i jedziemy na basen do Gliwic. Przechodzimy bramki, przechodzimy przez szatnie a kiedy wchodzimy na basen czeka nas nieprzyjemna niespodzianka. Zamiast dużego basenu 50m są dwa 25m. Przepołowili basen na dwa mniejszse...jak się potem okazało - z powodu dzisiejszych zawodów rodzinnych. Tośmy se popływali dzisiaj jak cholera...
W południe pogrzeb Maćka. Tłumy przyjaciół i znajomych. W dodatku do mszy zamiast organów przyjaciele muzycy pogrywali "knoking no the heaven doors" "imagine" i "wish you were here". Chyba tylko marmurowe ściany się nie wzruszyły.

Jego koncert z lipca...


Przed wieczorem jeszcze 2 godziny kręcenia, niestety po parku. Zbyt szaro i buro by wyskoczyć na szosę.

[/url]

Fotka na prinxa


Wspomnienie tych co na morzu..


Ostatnie kółka już po ciemku.




No i tak.

Sobota będzie pachnieć kawą.

Piątek, 22 listopada 2013 · Komentarze(2)
Podoba mi się idea espresso, małego zastrzyku i mocnego smaku i kofeiny. Można zachwycać się cienką warstwą pianki na powierzchni, mocnym kolorem i palonymi aromatami kawy. Takich espresso można pić nawet kilka w ciągu dnia.
Niestety aromaty espresso zaczynają wydawać się płaskie i proste gdy skosztuje się kawy zaparzonej inną metodą, typu slow - np. za pomocą drippera.



Kawa zaparzona dripperem jest 100x bardziej aromatyczna, zapach jest głęboki i złożony...a samo parzenie proste i niedrogie. No ale trzeba mieć dobrą kawę.
Tak więc do mojego drippera właśnie przyjechała nowa dostawa:



Sobota będzie pachnieć kawą.

Na razie Maciej

Wtorek, 19 listopada 2013 · Komentarze(0)
W poniedziałek wieczorem praktycznie na naszych oczach, na przejściu dla pieszych pod kołami samochodu zginął Maciek. W piątek jeszcze dawał czadu w Kredensie zagłuszając skutecznie nasze rozmowy.
Co to był za gość...



Na razie Maciej. Do zobaczenia, prędzej lub później.

Mała wojkowicka

Niedziela, 17 listopada 2013 · Komentarze(7)
Zerkam wczoraj na new.meteo.pl i widzę na niedzielę zachmurzenie całkowite. Ważne, że bez opadów.
Rano nie ma długiego, weedendowego spania bo pralka sąsiadki łagodnie zachęca do treningu.

I gdy tylko opadły mgły zamiast zachmurzenia całkowitego pokazało się rozchmurzenie kompletne.
Mała pętelka wojkowicka.


Tutaj 10 sekund bez pedałowania upamiętniam tych co dzisiaj nie na trasie:


No i standardowe fotki z trasy:




I jak tu nie lubić listopada.

wieczorny update:


Mimo, że wpłaciłem przez pomyłkę mniej o 100koron niż trzeba było to państwo organizatorzy byli tak uprzejmi mnie wciągnąć na listę startową. Poczułem się potraktowany jakoś doroślej...niż bywało to w przypadku pewnego organizatora polskich pure mtb..a teraz i triathlonu. To i inne zresztą powoduje, że wolę startowac za miedzą niż u niego.
Tak czy owak. Koniec piwa, koniec czipsów i kawy w ciągu tygodnia. Aaaaaaaaaaaa...

Testowanie

Sobota, 16 listopada 2013 · Komentarze(0)
Przed południem basen. Chciałem popływać dzisiaj dłużej - tak z 1.5godziny ale po serii ćwiczeń zacząłem odczuwać, że barki nie wyrabiają. W myśl zasady, co masz jeszcze przebiec dzisiaj przebiegnij jutro, odpuściłem. Lepiej jest móc iść na basen we wtorek niż leczyć nadwyrężenie przez kolejne tygodnie.
Po południu zamiast biegania - jak zwykle - marsz z kijami. Trochę jednak postanowiłem obciążyć łydę i zamiast w central parku trening zrobiłem w Lipowej. Ku mojemu zaskoczeniu to po wyjściu z samochodu było znacznie cieplej niż w Katosach. Zapachy i dźwięki tamstejszego lasu wraz z widokami i specyficzną wilgocią przekonały mnie już po minucie, że cała ta wyprawa była warta czasu i kosztów.
45 minut pod górę i powrót. Ważne było by nie doprowadzić do przeciążenia łydy i mimo, że aż chciało się wejść wyżej - choćby na Malinowską Skałę by zobaczyć zachodzące słońce - to zawróciłem.

Początek:


Nabieranie wysokości...a potem nawrót


Powrót przy zachodzącym słońcu


i napisałbym, że we mgle...bo po prostu widać było z samochodu 10-15m. Na szczęście po wydostaniu się na obwodnicę dało się już jechać normalnie.

Santa Anna

Niedziela, 10 listopada 2013 · Komentarze(0)
Szkoda było takiego dnia odpuścić. Więc wybraliśmy się z M. Marathon Man na świętą Ankę. Całkiem luźno - całkowicie dla przyjemności. M. narzekał, że po zeszłotygodniowym maratonie w Nowym Jorku jeszcze odczuwa dolegliwości w nogach - więc kręcenie miało mieć charakter regeneracyjny.
Zaplanowałem trasę z dwoma wariantami - dłuższym - na 80km i drugi o połowę krótszym. M. oczywiście optował za krótszym i takowy zrobiliśmy...tyle, że jak zwykle wyszło ciut więcej - bo prawie 70km :-)


M. pokazał zdobycze z zeszłego tygodnia


Jak można nie lubić jesieni. Nawet kolor kasku pasuje do otoczenia.


Jakość asfaltu czasem była niższa..


..a czasem wyższa.


Trochę wietrznie ale ogólnie pogoda rozpieszczała.


Na "Ance" ciepły rosołek.


M. Marathon Man


Powrótna droga należała do nas. Po prostu bajkowa.


Nowy asfalcik


I przejazd przez A4

409 była teoretycznie zamknięta dla ruchu - nowy asfalt i pusto. Jechało się super.

Central Park i M.

Niedziela, 3 listopada 2013 · Komentarze(1)
Cental Park i w przenośni i dosłownie. Ja po śląskim Central Parku. M. biegnie w nowojorskim maratonie...a ja śledzę jego spadającą z każdą kolejną piątką km prędkość. Grunt, że jest w ruchu.




Zresztą historia startu i przygotowań M. do maratonu w NY jest dość ciekawa. Gdy pierwszy raz o tym usłyszałem w lipcu, to sobie pomyślałem - koleś musi być niezły. Dopiero potem wyszło, że to jego pierwszy maraton. No w zasadzie to nie przebiegł nigdy nawet półmaratonu. W zasadzie dopiero zabierał się za trenowanie. Kiedyś w młodości grał w piłkę. Łolaboga - sobie pomyślałem...co za zuchwałość. Nie ma szans by go ukończył!
No ale w końcu tak wyszło, że zostałem jego głównym konsultantem ds treningowo-żywieniowych - czasem razem biegając, czasem dzieląc się swoim skąpym doświadczeniem...za które M. i tak był bardzo wdzięczny. Dziwiły go rzeczy oczywiste gdy np mówiłem mu o mierzeniu utraty wagi w czasie biegu, i że dobrze wiedzieć ile się traci by tyle mniej więcej pić na trasie.
Tak więc siedzę i trzymam kciuki za M. Da radę. Musi!! Grał przecież kiedyś w piłkę ;-)

//wieczorny update// Dał radę...chociaż ostatnie metry musiał być dramatyczne..prędkość spadała drastycznie.

Bosko

Sobota, 2 listopada 2013 · Komentarze(4)
Dzień po prostu boski.
Wszystko z powodu rannego treningu na basenie..uwaga...50m! Jak sięgam pamięcią to chyba moje pierwsze takie doświadczenie - i doświadczenie jak najbardziej pozytywne. Basen znajduje się w strasznym mieście, którego nazwy nie będę wymieniał. Samo przejechanie przez jego centrum było nie lada wyzwaniem dla mnie. W dodatku pomyliłem drogę i musiałem przejechać tuż pod epicentrum złych wspomnieć - tzn pod. gniewnie patrzącym z góry swoim dawnym wydziałem. Oj...powiało chłodem. Oj ..przypomniało się to i owo...

Oj podziwiało się z tych okien nie raz nocną panoramę...oj..byli i tacy co z tych okien i wyskoczyli..prawie na naszych oczach. No niestety...

Woda ciut za ciepła..ale da się przeżyc..Pływało się bosko.

Po powrocie - na zakładkę rowerek po parku. W parku w miarę pusto i dobrze się jeździło. Łyda jakoś dawała radę. Ubrałem kurtkę już w zasadzie zimową i nieźle mnie grzało.


No i tak

p.s. No i stało się. Na rozgrzewkę zapisałem się na Czechmana. Niezły motywator. Zerknąłem na wyniki z zeszłego roku. Poziom wysoki. Ze swoim czasem z Borówna to byłbym w ostatniej dziesiątce :-/ Mam więc cel...i co robić