Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2011

Dystans całkowity:542.00 km (w terenie 188.00 km; 34.69%)
Czas w ruchu:24:58
Średnia prędkość:16.74 km/h
Liczba aktywności:18
Średnio na aktywność:30.11 km i 1h 55m
Więcej statystyk

Oduczyłem się pływać

Sobota, 17 września 2011 · Komentarze(1)
:-) Jak teraz płynę wolno to płynę szybko. Jak chcę szybko to płynę wolno. Dziwnie to brzmi, ale bardzo dokładnie ujmuje to moje obecne umiejętności. Dzisiaj znowu jestem wykończony. W dodatku ćwiczyłem na drugim torze...praktycznie pod nosem siedzącej na fotelu pani ratownik. Jej osłupiała mina opisywała chyba najlepiej to co dzisiaj robiłem :-)
Ale nic. Byle do przodu.

bikejob 5/5

Piątek, 16 września 2011 · Komentarze(0)
To chyba pierwszy tydzień gdzie udało mi się całe pięć dni dojeżdżać do pracy rowerem. Pogoda dopisała, choć dzisiaj to uratowała mnie zapasowa koszulka, którą woziłem w plecaku. Mimo, że miałem na sobie koszulkę i cienką bluzę to rano po kilometrze jazdy zacząłem trząść się z zimna. Dołożenie trzeciej warstwy pomogło.
No coż...Idzie jesień.

A poza tym dzisiaj moja czwarta wizyta na siłowni. Zerwałem bezpiecznik na bieżni zahaczając ręką o dyndający sznurek :-). Drugi wniosek to, że czas zmienić ćwiczenia lub obciążenia...bo po wyjściu z siłowni w zasadzie nie czuję, że w ogóle tam byłem.
No i tak.

bikejob + zero biegania

Czwartek, 15 września 2011 · Komentarze(0)
Rano w łóżku dezycje podejmuje się łatwiej. Dzisiaj uznałem, że potrzebuję regeneracji i nie poszedłem biegać. A w planie było godzinne ranne bieganko na bieżni. Tak czy owak o ile dobrze pamiętam to kiedy wychodziłem na poranny trening mimo uczucia zmęczenia (które interpretowałem jako lenistwo) to do niczego dobrego to nie doprowadziło. Więc pretensji do siebie nie mam.

No i standardowo. Rowerkiem do pracy. Myślę, że trzeba wykorzystywać każdy pogodny dzień w tym roku.

No i tak.

Bikejob + nauka pływnia cz.1.

Środa, 14 września 2011 · Komentarze(0)
Uff...Dawno się tak na basenie nie zmęczyłem. A wszystko przez to, że postanowiłem popracować nad polepszeniem techniki pływania. Znalazłem na youtube filmiki instruktażowe z podstaw kraula. No i w końcu pierwsze ćwiczenia w pływaniu pod powierzchnią wody....Ja pierdykam. Zmęczyłem się. Ale jednocześnie pływanie znowu sprawia mi sporo satysfakcji.

A potem rowerkiem do pracy...i z pracy. Pogoda naprawdę udana.

No i tak.

bikejob i polowanie na samoloty

Wtorek, 13 września 2011 · Komentarze(4)
Trasa standardowa choć wczoraj wpadłem na pomysł by dla urozmaicenia robić różne warianty tras.


Podczas powrotu nad głową latały mi samoloty. Chciało się pstryknąć...ale cóż.. światło słabe :-(


bikejob ...bez rannego basenu

Poniedziałek, 12 września 2011 · Komentarze(0)
Po wyłączeniu budzika rano dalej nie chciało się iść na basen. Po co się w sumie zmuszać. Nie poszedłem.
Za to pojechałem do pracy rowerem. Szybko, przyjemnie. Nie zmieniłem tylko kół na asfaltowe i ścierałem na chodnikach i ścieżkach rowerowych swoje piękne opony XC.





No i tak. Zrobiłem nawet jakąś fotkę rano ale wkleję ją później.

1/100 czyli ale mi głupio

Niedziela, 11 września 2011 · Komentarze(0)
Postanowiłem odkurzyć lustrzankę i popstrykać fotki w czasie maratonu. Sam nie startowałem z uwagi na niedawne skręcenie nogi ale wolno pojeździć po lasku i popstrykać fotki swojej drużynie wydawało się zadaniem w sam raz dla mnie.
Wieczorem na szybko przewertowałem książkę poświęconą ustawieniom do zdjęć sportowych. Dam radę, pomyślałem.
Pstrykałem i pstrykałem, każdemu kto się podwinął. Czasem z wielkim poświęceniem dając się zjadać żywcem komarom...ale cóż... Efekt nie jest zadowalający. W zasadzie totalna klapa :-((

95 fotek na 100 pstrykniętych jest do bani. Albo nieostre, albo prześwietlone albo zamazane. Oprócz tego, że nie mam praktycznie żadnego doświadczenia w robieniu dynamicznych zdjęć to prawie rok w ogóle nie używałem lustrzanki.
Pociesza mnie fakt, że te, które jakoś wyszły są całkiem fajne.




Tak czy owak. Nie jest łatwo pstrykać prostą amatorską lustrzanką pędzącym pociskom dodatku w takich kontrastach. Ale cosik się tam nauczyłem. Następnym razem będzie lepiej. Obiecuję :-)

Bikejob czyli my się wody nie boimy

Czwartek, 8 września 2011 · Komentarze(2)
Najpierw woda w basenie i ranne pływanko.
Potem pierwsze krople w drodze do pracy a w fazie końcowej to prawie sprint

No i podmokły powrót.

No i tak.

bikejob

Środa, 7 września 2011 · Komentarze(0)
Miało dzisiaj padać. Ale wizja jechania samochodem do pracy i stania w korkach sprawiła, że wolałem zapakować do plecaka kurtkę przeciwdeszczową i doczepić tylny błotnik.
Nie padało. Prognoza pogody się rozmyśliła.



Ale cóż...idzie jesień...idą ciemności... Będzie trzeba znowu pomyśleć nad sztucznym oświetleniem drogi.

W drodze powrotnej stuknąłem w merca. Dziwnie to brzmi ale gość stanął luksusowym mercem na osiedlowym wyjeździe akurat przecinając ścieżkę rowerową. Gdy się popatrzył w moją stronę podniosłem rękę gestykulując "panie, co pan robisz"....i nie zdążyłem przez to złapać za hamulec :-)) Bum! Najdziwniejsze jest to, że gość zamiast wyskoczyć i obejrzeć czy nie ma ryski po prostu nacisnął gaz i tyle go było. Ja też nie czekałem tylko dałem przysłowiową strzałę :-))
No i tak.

Never run for a bus

Wtorek, 6 września 2011 · Komentarze(2)
czyli jak złamałem jedną ze złotych zasad opublikowanych w Fortune w cyklu "The best advice I ever got". A wszystko przez to, że warsztat, w którym zostawiłem samochód był czynny tylko do 17-tej. W każdym razie tak twierdził jego właściciel. Będąc 100m od przystanku tramwajowego, skąd miałem wyruszyć w kierunku warsztatu, zobaczyłem wjeżdżający na niego tramwaj. Ten tramwaj. I w zasadzie wybór był prosty...wszystko albo nic. Ruszyłem więc kulejąc półbiegiem, usztywniając nogę w kostce jak to tylko możliwe bo ograniczyć ból i zapobiec skręceniu. Jakoś zdążyłem.
Efekt tego biegu okazał się jednak zaskakujący. Wieczorem poczułem wyraźną poprawę. Usiadłem na rowerze stacjonarnym i zwiększałem opór od najniższego do prawie najwyższego. Zero bólu. Szokujące.
Tak więc dnia dzisiejszego wsiadłem na rower i po ponad 3 tygodniach przerwy pojechałem do pracy rowerem. Wolno i ostrożnie ale dojechałem...a potem wróciłem.

p.s
Dotarłem do warsztatu samochodowego o 16.55. Zamknięty na cztery spusty. Nie wiedziałem czy śmiać się czy płakać.

No i tak.