Wpisy archiwalne w miesiącu

Marzec, 2011

Dystans całkowity:637.00 km (w terenie 355.00 km; 55.73%)
Czas w ruchu:37:03
Średnia prędkość:17.19 km/h
Liczba aktywności:16
Średnio na aktywność:39.81 km i 2h 18m
Więcej statystyk

Jeśli będę jutro w stanie sikać to będzie cud

Sobota, 12 marca 2011 · Komentarze(2)
I fajnie i niefajnie. Pogoda jaka była każdy widział -idealna na rower. Plan był zrobić pętle szybko...ale cóż...Po prostu padłem na 70tce.

Tam gdzie podłoże było piaszczyste to było sucho...ale zakopywałem się w piachu. Najciężej jechało się po górkach, które powstały przez obrośniecie skał. Mimo, że wysoko to ziemia trzęsła się jak pudding. Czasem mimo, że na prostym nie dało się jechać..iść też nie. Potrenowałem też wnoszenie roweru pod górę. Kurde..ciężki i twardy ten rower






Status wyprawy to trzech wyprzedzonych dziadków z zakupami i dwa psie interwały. Drugi wyglądał tak, że średniej wielkości piesek z dużymi zębiskami był jakieś 15cm za moją pedałującą z prędkością wirującej pralki prawą nogą. Jakiekolwiek zwolnienie oznaczało bliskie spotkanie. Na nieszczęście droga ktorą próbowałem uciec skręcała o 90stopni w lewo, a szlak ktorym chciałem jechać o 90stopni w prawo. Na wprost był rów i las. "No to jestem w dupie" pomyślalem. Wejście z obecną prędkością w ktorykolwiek zakręt oznaczał wywrotkę...a przyhamownie dziabnięcie w łydę. Ale piesek 3 metry przed końcem drogi się zatrzymał. Ufff. Kupić trzeba jakiegoś badyla lub gaz na pieski.

Idę spać pełen obaw, ze rano nie będę w stanie bezboleśnie sikać :-(
Aaaaaaaa...

5 kilo w 8 tygodni

Czwartek, 10 marca 2011 · Komentarze(3)
To mój ambitny plan...czyli zrzucić 5kg do 1 szego maja. Strategia już opracowana i tylko pozostaje wdrożyć plan w życie...no i się nie rozchorować.
Czy mi się uda? Uda...;-)

40 minutowa kąpiel słoneczna

Środa, 9 marca 2011 · Komentarze(0)
Na niebie żadnej chmurki. Temperatura o 6.30 rano była na poziomie -4C. O 9tej w słońcu ok +5. Jechało się bajkowo. W dodatku pod budynkiem dowództwa sił powietrznych ćwiczyła orkiestra, która dodatkowo umiliła i tak miły poranek.
No i tyle

Grzech było nie jechać...

Poniedziałek, 7 marca 2011 · Komentarze(2)
Tak ładny poranek, że rower aż sam się prosił by jechać. No to pojechałem. Starałem się jechać bardzo wolno by raczej była to jazda regeneracyjna po wczorajszym..Tylko no właśnie...po czym? Bo zero zmęczenia dzisiaj, choć apetyt wczoraj to miałem wilczy.
No i tyle. Pstryknąłem dzisiaj fotki, nakręciłem filmik jadąc do pracy...ale bateryja padła w końcu i nie ma jak zgrać. Czytnik do kart jednak trzeba sobie sprawić.

4 PITSTOPY ale ch...! Dojechałem!

Niedziela, 6 marca 2011 · Komentarze(5)

Jechało się świetnie dopóki mi zacisk siodełka nie przeskoczył unosząc przód w górę.
Musiałem stanąć i patrzeć z bólem jak wszyscy, których wyprzedziłem przejeżdżają obok mnie. Potem zacząłem odrabiać straty ale już jechało się gorzej. Zgubiłem gdzieś rytm i mimo, że wielu dogoniłem to już nie było to. Po pierwszym bufecie jadę rozmyślając o psychologii wznowienia ścigania po awarii a tutaj mnie wyprzedza bez zadyszki starszy koleś. To wzbudziło moją czujność. Zerknąłem na tylnie koło i wszystko było jasne - nie było w nim prawie powietrza! Stanąłem, dopompowałem i ruszyłem mając nadzieję, że to problem z zacinającym się wentylem - typowym dla wentyli samochodowych. Jadę dalej ale jechało się ciężko. Raz jeszcze dopompowałem ale w końcu zdecydowałem się na zmianę dętki. Wyścig w zasadzie się dla mnie skończył...a rozpoczęła się piękna wycieczka :-)
Po wymianie trochę przyśpieszyłem tak, że nawet kogoś wyprzedziłem. Manewr wyprzedzania był chyba bardzo efektowny bo wzbudził zachwyt grupy harcerzy szukających z mapą drogi powrotnej.

Ale tak sobie pomyślałem, że takich owacji to pewnie nie miał nawet zwycięzca wyścigu.

12 km przed metą powrócił problem z siodełkiem...ale miałem to już gdzieś. Nie było komfortowo ale dokulałem się do mety gdzie gotowy do powrotu do domu Bestia nie krył zadowolenia z faktu bycia przede mną na mecie. Poodgrażałem się i postraszyłem a pote poszedłem umyć rower i zjeść grochówkę. Organizacja naprawdę dobra. Był depozyt na rower, była ciepła herbata i pyszna zupa.
Acha...Zapomniałem napisać, ze wyścig jechałem z aparatem przyczepionym do kierownicy za pomocą zrobionego przez siebie prototypu uchwytu. Wiem już jak go udoskonalić :-)

p.s.
filmiki dodam później bo cosik mi nie idzie i muszę poczytać jak to zrobić
...
Już dodałem. Pozdrawiam Zabela za pomoc

Pół pączkasa...

Czwartek, 3 marca 2011 · Komentarze(2)
to mój rekord życiowy...chyba :-). Oczywiście jeśli chodzi o najmniejszą ilość zjedzoną w tłusty czwartek. No cóż, sezon rowerowy tuż tuż więc dietę trza trzymać. Mój kolega z pracy o 16-tej godzinie twierdził, że zjadł dziesięć...a to jeszcze nie koniec dnia był :-)
Tak więc rowerkiem do pracy:

i po drodze pan zapraszający na śniadanko:


I z pracy:

i tak z nudów czekając na czerwonym świetle:

No i tak..

Wysoko wysoko

Środa, 2 marca 2011 · Komentarze(1)
...pokazał pulsometr w ten wyjątkowo słoneczny dzień. Równo miesiąc minął odkąd nie siedziałem na rowerze po lutowym kryzysie zdrowotnym.
Jutro też zapowiada się ładna pogoda więc też śmignę na rowerku. Dziwnie w tym marcu w tym roku. Jakoś trudno mi sobie przypomnieć podobną sytuację by o tej porze temperatura spadała do -10.

Poza tym dokładnie dzisiaj przyjechał kurier z zakupami z centrumrowerowe.pl czyli równo miesiąc od złożenia zamówienia. Szkoda słów.
No i tak...

Jazda rowerem do pracy ma ten plus, że po przyjeździe nie trzeba już trenować :-D