Moje pierwsze 42.195

Sobota, 8 czerwca 2013 · Komentarze(1)
No, a ja od dzisiaj już jestem maratończykiem...Uff..nie był ani to mój dzień, ani się do niego nie przygotowywałem -...ani nawet pogoda nie była dobra - bo parno, przedburzowo ciepło i w większości słońce... taki spontaniczny bieg..po "połówce" Ironmana, którą ukończyłem dwa tygodnie temu.
Plan miałem taki by przebiec przynajmniej półmaraton i coś jeszcze... Tak, ze 30km..by zrobić mały kroczek w stronę całego dystansu. Niewtajemniczonym wyjaśnię, że jest seria takich biegów w Katowicach, gdzie biega się po parku lub lesie po pętli i można biec ile się chce lub może. Można spróbować zmierzyć się praktycznie z każdym biegowym dystansem - nawet od jednej pętli.
Rozdzielono jednak grupę tych co chcieli biec cały dystans z pozostałymi - a ja czując się jak niezdarny matołek odszedłem na start z grupą "maratońską". A nuż się uda, pomyślałem.

Z każdą pętlą (10 pętli po ok 4km) wyglądałem coraz bardziej jak zombi...Ale metodą "dokończę pętlę a potem zadecyduję czy biec dalej" dobrnąłem do 8 mej pętli...a wtedy wiadomo...pomaga psycha. Czuję się jak po jakiejś transcendalnej podróży wewnętrznej, podczas której prowadziłem ze sobą dialog (biegło się raczej samemu - mając kilkanaście lub kilkadziesiąt metrów przed i za sobą jakiegoś biegacza) często w reakcji na kolejne bolączki. W głowie obijało się gdzieś usłyszane zdanie jakiegoś znanego triathlonisty- ironmana "overcoming pain shows how strong mentally you are"...Swoje zmęczenie obserowowałem na serii kałuż, które były ok 3km. Przy pierwszej pętli skakałem przez nie jak baletnica. Przy ostatnich rozchlapywałem wodę na boki jak kilkutonowy czołg.


No i tak jak chciałem - swój pierwszy maraton ukończyłem w Katowicach w kameralnej atmosferze...będąc witany imiennie na mecie przez superrunnera Augusta Jakubika (42maratony w 42 dni). Chyba każdy kto kończy swój pierwszy maraton zapamiętuje ten moment na długo... Kolega K. mówił, że zapamiętał napis "42.195"..a mi w uszach mimo, że jestem wzrokowcem została właśnie ta zapowiedź : "do mety zbliża się właśnie (tutaj moje imię i nazwisko), który przebył cały maraton".

Siedzę w fotelu od godziny i nawet nie mam ochoty ściągać butów by ocenić straty. Dobrze się siedzi ;-)

Komentarze (1)

Przyjmij wyrazy :)

sufa 22:13 poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!